Kto przyjeżdża do Pozzuoli po raz pierwszy, widzi zupełnie zwykłe włoskie miasto portowe. Kolorowe kamienice, łodzie rybackie, espresso na nadmorskiej promenadzie, dzieci bawiące się na placu. Na pierwszy rzut oka nic nie wskazuje, że stoi się właśnie na jednym z najgroźniejszych superwulkanów na Ziemi.
Witamy w Campi Flegrei, Polach Flegrejskich.
Czym właściwie są Pola Flegrejskie?
Nazwa pochodzi z greki: „phlegraios" oznacza palący. I nie jest to żadna przesada. Pola Flegrejskie to ogromna kaldera, czyli zapadnięty krater wulkaniczny, rozciągająca się na zachód od Neapolu na powierzchni około 150 kilometrów kwadratowych. Pozzuoli leży dokładnie w jej centrum. Podobnie jak dzielnice Bagnoli i Fuorigrotta, Lago d'Averno, wzgórza Bacoli, starożytne Cumae oraz wiele innych miejsc, zamieszkanych dziś przez setki tysięcy ludzi.
W odróżnieniu od klasycznego wulkanu z pojedynczym stożkiem kaldera nie ma widocznego szczytu. Zagrożenie pochodzi z głębi, z ogromnego systemu magmowego głęboko pod ziemią, który od tysięcy lat utrzymuje cały region w nieustannym ruchu.
Bradyseizm, czyli miasto, które unosi się i opada
Najbardziej fascynującym, a zarazem niepokojącym zjawiskiem Pól Flegrejskich jest bradyseizm. Pojęcie to również wywodzi się z greki: „brady" oznacza powolny, „seismos" oznacza ruch. Chodzi o powolne unoszenie się i opadanie gruntu, spowodowane ciśnieniem magmy i gorących gazów głęboko pod powierzchnią ziemi.
W Pozzuoli zjawisko to można obserwować lepiej niż gdziekolwiek indziej na świecie. Najsłynniejszym świadectwem jest Macellum, starożytny rzymski targ w centrum starego miasta. Na kolumnach Macellum widoczne są otwory wydrążone przez morskie małże, na wysokości kilku metrów. Oznacza to, że kolumny te stały kiedyś pod wodą. Grunt obniżył się na tyle, że morze zalało budowlę. Potem podniósł się z powrotem. Dziś kolumny stoją znów na powietrzu, a ślady muszli opowiadają w milczeniu o wiekach geologicznych przemian.
Od 1950 roku grunt wokół Pozzuoli podniósł się łącznie o ponad cztery metry, z powtarzającymi się fazami obniżenia. Na początku lat 80. XX wieku sytuacja była na tyle poważna, że znaczne części centrum Pozzuoli trzeba było ewakuować. Mieszkańcy wrócili, ziemia się uspokoiła, na razie.

Solfatara: siarka, para i atmosfera końca świata
W samym centrum Pozzuoli leży krater Solfatary, aktywny krater wulkaniczny, który od wieków paruje, bulgocze i śmierdzi, w jak najlepszym tego słowa znaczeniu. Kto odwiedza Solfatarę , wkracza w księżycowy krajobraz: białawo-żółtawy grunt, z którego w dziesiątkach miejsc unosi się gorąca para siarkowa, bulgoczące błotne bajorka i zapach zgniłych jaj, który uparcie osiada w nozdrzach.
Temperatury w fumarolach, czyli miejscach, gdzie wydobywa się para, sięgają nawet 160 stopni Celsjusza. Podłoże brzmi głucho, gdy się w nie uderzy, a w niektórych miejscach czuć wyraźne ciepło pod podeszwami butów. To miejsce, które jednocześnie fascynuje i upokarza, bo daje jednoznacznie do zrozumienia: człowiek jest tu gościem, nie gospodarzem.
Solfatara jest znana od starożytności. Opisywali ją rzymscy pisarze, a pierwsi chrześcijanie wierzyli, że znaleźli tu wejście do zaświatów . Podobno inspirował się nią również Dante.
Lago d'Averno
Zaledwie kilka kilometrów od Pozzuoli leży Lago d'Averno, okrągłe jezioro kraterowe o średnicy niemal dwóch kilometrów. Woda jest ciemna, okolica cicha, a atmosfera ma w sobie coś nierzeczywistego. W starożytności Rzymianie wierzyli, że jezioro to jest wejściem do Hadesu. Wergiliusz kazał tu schodzić Eneaszowi.
Na brzegu jeziora stoi do dziś monumentalna rzymska ruina term, przez długi czas błędnie nazywana świątynią Apollina. Jest ogólnodostępna i należy do najbardziej imponujących, a zarazem najmniej znanych zabytków całego regionu.

Starożytna grecka kolonia Cumae
Na północno-zachodnim krańcu Pól Flegrejskich leży Cumae, najstarsza grecka kolonia na Półwyspie Apenińskim, założona już w VIII wieku przed Chrystusem. Stąd rozprzestrzeniały się nie tylko greckie idee i towary, lecz także alfabet, który stał się później podstawą pisma łacińskiego. W Cumae zaczęła się, można powiedzieć, pisana historia Europy.
Cumae słynie przede wszystkim z legendarnej Sybilli, prorokini Apollina, której wyrocznia ukryta była głęboko w skale. Wykuty w tufie korytarz Antro della Sibilla jest do dziś jednym z najbardziej nastrojowych miejsc w całym regionie. Z akropolu , gdzie niegdyś stały świątynie Apollina i Zeusa, rozciąga się rozległy widok na Morze Tyrreńskie, na te same wody, przez które przybyli pierwsi osadnicy.
Baiae: zatopiony kurort cesarzy
Zaledwie kilka kilometrów na zachód od Pozzuoli leży Baiae, niegdyś najbardziej pożądany cel podróży rzymskiej elity. Cesarze tacy jak Hadrian, Neron i August spędzali tu lata w okazałych willach z widokiem na morze, gigantycznych kompleksach term i łaźniach kopułowych, których akustyka do dziś wzmacnia każdy szept. Nie były to budowle sakralne, lecz miejsca wypoczynku, rozmów i manifestowania władzy.
Część starożytnego miasta spoczywa dziś pod wodą. Pochłonął ją ten sam bradyseizm, który ukształtował również Macellum w Pozzuoli. Tam, gdzie niegdyś rozciągały się promenady i nabrzeża portowe, dziś Podwodny Park Archeologiczny zabiera odwiedzających na pokład łodzi ze szklanym dnem lub na nurkowanie w zatopiony świat. To, co pozostało na lądzie, należy do najbardziej imponujących, a zarazem najmniej znanych stanowisk archeologicznych Włoch.

Port o światowej historii
Samo Pozzuoli było w starożytności jednym z najważniejszych portów całego Imperium Rzymskiego. Statki z Aleksandrii przywoziły zboże, ze Wschodu przyprawy, z Sycylii wino i oliwę. I właśnie w tym porcie apostoł Paweł po raz pierwszy stanął na włoskiej ziemi podczas swojej ostatniej podróży do Rzymu. Chwilę tę utrwaliły Dzieje Apostolskie , a dziś można ją upamiętnić przy skromnym kamieniu stojącym przy nabrzeżu.
Pola Flegrejskie dziś
Dziś obszar Pól Flegrejskich to park regionalny o wyjątkowym połączeniu natury, archeologii i codziennego życia. Tuż obok antycznych ruin stoją bloki mieszkalne. Wśród siarkowych źródeł wiją się szlaki piesze . A z Pozzuoli odpływa prom na Ischię, mijając zatokę tak piękną, że można zapomnieć, iż stoi się na wulkanie.




