Zum Inhalt springen

Włoskie gesty: co neapolitańskie dłonie opowiadają od 2000 lat

Svitlana Glumm
Obraz symboliczny wygenerowany przez AI: dwaj mężczyźni przy espresso przed barem w Neapolu – gest podbródka i otwarta dłoń należą do codziennego słownika włoskich gestów.

Obraz symboliczny wygenerowany przez AI: dwóch mężczyzn przy espresso przed barem w Neapolu – gest dłoni przy brodzie i otwarta dłoń należą do codziennego słownika włoskich gestów.

(Foto: © KI-Visualisierung von Svitlana Glumm)
Udostępnij:

Pamiętam jeszcze swój pierwszy dzień w Neapolu, pewną scenę, której nigdy nie zapomnę. Dwóch mężczyzn stało przed barem, pijąc kawę na stojąco, jak to tu w zwyczaju, i rozmawiało o czymś, czego nie rozumiałem. Ich słowa gubiły się gdzieś w moich uszach, za szybkie, za dialektalne, za neapolitańskie. Ale ich ręce opowiadały mi całą historię. Jedna dłoń przybrała kształt czaszy, uniosła się, opadła z powrotem, jakby zadawała niewidzialne pytanie. Druga przesunęła się sprawdzająco wzdłuż brody, a potem nastąpił ten charakterystyczny rzut palcami, jakby odpędzano coś natrętnego. Nie rozumiałem ani jednego słowa, a mimo to wiedziałem, o czym mowa: wątpliwość, potem niecierpliwość, potem decyzja. W tamtej chwili pojąłem, że Włochy posługują się dwoma językami . Jednym, którego uczy się w szkole, i drugim, który rozumie się wyłącznie oczami.

Ten drugi język jest starszy, niż większość ludzi sądzi, i o wiele bardziej usystematyzowany, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Kto chce go zrozumieć, musi cofnąć się daleko wstecz, aż do czasów, gdy Neapol był jeszcze grecką kolonią .

Język starszy niż sam język włoski

Południowe wybrzeże Italii było kształtowane przez greckich osadników na wieki przed założeniem Rzymu. Sam Neapol nosi w nazwie ślad tego pochodzenia, Neapolis oznacza po grecku po prostu nowe miasto. W pobliżu leży też najstarsza grecka kolonia na Półwyspie Apenińskim, w Cumae i na Polach Flegrejskich na zachód od Neapolu. Wraz z osadnikami przybyły nie tylko świątynie, ceramika i uprawa winorośli, lecz również kultura, w której retoryka i mowa ciała były nierozerwalnie ze sobą splecione. Greckich mówców szkolono w podkreślaniu słów gestami, gdyż przemowa bez ruchu rąk uchodziła za bezsilną, niemal niewiarygodną. To przekonanie, że język bez ciała pozostaje niepełny, tak głęboko zakorzeniło się w południowych Włoszech, że daje o sobie znać do dziś, choć niemal nikt stojący na piazza nie myśli już o Arystotelesie, gdy palcami sugeruje szczyptę soli.

Kiedy Rzym przejął kontrolę nad południem, ta gestyczna tradycja nie zanikła, lecz została wchłonięta i rozwinięta dalej. Rzymscy mówcy, tacy jak Cyceron i Kwintylian , pisali obszernie o tym, jak ręce, palce i postawa ciała powinny wspierać przemowę. Kwintylian poświęcił gestyce w swoim dziele o sztuce oratorskiej osobny, bardzo szczegółowy rozdział, w którym opisuje, jaki ruch dłoni wyraża jaką emocję, jaki temat, jaką intencję. Na freskach w Pompejach i Herkulanum, przechowywanych dziś w Sezione Affreschi del Museo Archeologico Nazionale di Napoli , widnieją postacie z dokładnie takimi ułożeniami rąk, jakie można obserwować dziś na ulicach miasta. Dwa tysiąclecia dzielą te wizerunki od teraźniejszości, a jednak niejeden gest sprawia wrażenie, jakby wynaleziono go dopiero wczoraj.

Dlaczego gesty przetrwały, gdy upadały imperia

Można by sądzić, że tak stara tradycja wyblakłaby wraz z końcem starożytności. Stało się odwrotnie. W średniowieczu, gdy południowymi Włochami rządzili kolejno Bizantyjczycy, Arabowie, Normanowie, a później Hiszpanie, język mówiony pozostawał niestabilny, władza zmieniała się nieustannie, a dialekty rozwijały się niezależnie od siebie w ciasnych dolinach i odizolowanych miastach nadmorskich. W regionie, gdzie sąsiad z wioski za miedzą mówił idiomem ledwo zrozumiałym, gest stał się czymś pewnym i niezawodnym. Przetrwał podboje, zmiany języków i wielowiekowe rozbicie polityczne, bo nie podlegał żadnej gramatyce ani żadnemu władcy. Znak oznaczający pieniądze pozostawał znakiem oznaczającym pieniądze, bez względu na to, czy na dworze mówiono po katalońsku, neapolitańsku czy po łacinie.

W tym właśnie tkwi przyczyna, dla której gesty odgrywają w południowych Włoszech tak centralną rolę, podczas gdy gdzie indziej w Europie zepchnięto je na margines. Rozbicie polityczne Półwyspu Apenińskiego, który dopiero w 1861 roku osiągnął jedność państwową, sprawiało, że Neapolitańczyk i Mediolańczyk ledwo mogli się porozumieć słownie, podczas gdy znak dłoni był rozumiany od razu. Gest stał się nieoficjalnym wspólnym językiem kraju, który oficjalnie jeszcze takiego nie miał.

Neapol jako stolica cichego języka

Spośród wszystkich włoskich regionów to Kampania, a zwłaszcza Neapol, uważana jest do dziś za centrum tej formy wyrazu. Wynika to nie tylko z długiej grecko-rzymskiej prehistorii, lecz również ze szczególnej struktury społecznej miasta. Neapol był przez wieki jedną z najludniejszych, a zarazem najuboższych metropolii Europy, z ciasnym labiryntem uliczek, w którym życie toczyło się na ulicy, nie za zamkniętymi drzwiami. Gdy ludzie żyją w takiej gęstości, gdy okna prowadzą na balkony, a balkony stają się improwizowanymi placami targowymi , rodzi się komunikacja działająca ponad odległością, ponad hałasem i ponad barierami językowymi. Matka wołająca z trzeciego piętra do syna na ulicy, by przyniósł chleb, często nie potrzebuje słów, wystarczy jeden ruch ręki zrozumiały dla każdego w uliczce.

Ta gęstość znaczeń zamkniętych w ruchu ciała fascynowała w dziewiętnastym wieku pewnego człowieka, którego imię do dziś nierozerwalnie łączy się z neapolitańskim językiem gestów: Andrea de Jorio.

Kanonik, który skatalogował gesty

Andrea de Jorio był księdzem, archeologiem i kustoszem muzeum w Neapolu, człowiekiem, który poświęcił życie wykopalisk w Pompejach i Herkulanum. Prowadząc zwiedzających przez muzeum, wielokrotnie zauważał, jak pomocne jest wyjaśnianie zagranicznym gościom antycznych obrazów na wazach przez odwoływanie się do gestów, które sam obserwował każdego dnia na ulicach Neapolu. Z tej obserwacji zrodziło się w 1832 roku jego dzieło La mimica degli antichi investigata nel gestire napoletano, czyli mniej więcej: Mimika starożytnych badana poprzez gest neapolitański. Była to pierwsza w historii systematyczna analiza, która opisywała gesty nie jako ciekawostkę, lecz jako samodzielny, oparty na regułach system komunikacji, z własną gramatyką, własną retoryką i własnym kontekstem.

W swojej książce de Jorio udokumentował dziesiątki gestów, opatrując je starannie wykonanymi ilustracjami ukazującymi, jak Neapolitańczycy porozumiewali się na co dzień, i zestawiał te obrazy z przedstawieniami antycznej sztuki greckiej i rzymskiej, by dowieść ciągłości trwającej ponad dwa tysiące lat . Po ukazaniu się dzieło na ponad stulecie popadło niemal w zapomnienie, zanim nie odkryli go na nowo badacze gestów, tacy jak Adam Kendon , który przetłumaczył je na język angielski. Dziś uważa się je za tekst założycielski całej dziedziny badań poświęconej komunikacji niewerbalnej.

Język, który pokonuje wszystkie dialekty

To, co de Jorio obserwował w XIX wieku, w zmienionej formie pozostaje aktualne do dziś. Włochy liczą, w zależności od sposobu klasyfikacji, ponad kilkanaście języków regionalnych, które bywają między sobą równie różne jak hiszpański i portugalski. Sycylijczyk i mieszkaniec Tyrolu Południowego ledwo by się zrozumieli, rozmawiając każdy swoim dialektem. Gest natomiast, z lokalnymi niuansami, pozostaje w znacznej mierze zrozumiały od Palermo po Turyn. Jest czymś w rodzaju drugiego, nieformalnego języka narodowego, którego nikt oficjalnie nie ustanowił, a mimo to uczy się go każde dziecko, na długo przed tym, nim nauczy się czytać, po prostu obserwując otoczenie przy kuchennym stole, na targu, w telewizji.

Właśnie dlatego, że tak głęboko zakorzeniony jest w codzienności, bywa niedoceniany, zarówno przez samych Włochów, dla których stał się już drugą naturą, jak i przez przyjezdnych, którzy postrzegają go zwykle jedynie jako folklorystyczny stereotyp. W rzeczywistości mamy do czynienia z systemem komunikacji o własnej precyzji. Niektóre gesty wyrażają czystą emocję: niecierpliwość, zdumienie, groźbę. Inne przekazują konkretne treści, które można niemal dosłownie przetłumaczyć, na przykład prośbę o cierpliwość, pytanie o pieniądze czy ostrzeżenie przed oszustwem. Jeszcze inne stały się tak mimochodem obecne, że towarzyszą mowie nieświadomie, a mówiący w ogóle nie zdaje sobie z tego sprawy.

Dziedzictwo, które żyje w kinie

Włoskie kino również nigdy nie ignorowało tego języka. Od Federico Felliniego, który inscenizował swoich bohaterów z niemal taneczną gestykulacją, aż po współczesne produkcje, takie jak serial Gomorra, ukazujący surowy neapolitański świat współczesności, gest służy jako samodzielny środek narracyjny. Reżyserzy wiedzą, że jeden ruch dłoni często mówi o postaci więcej niż cały dialog, właśnie dlatego, że publiczność odczytuje ten język intuicyjnie, nawet jeśli nigdy świadomie go nie przyswajała. Temu powiązaniu kina i gestu poświęcona zostanie osobna część tego cyklu.

Foto: © Bastian Glumm

Dlaczego ten cykl

Dla mnie osobiście ta historia to coś więcej niż ciekawostka z włoskiej kultury. Już podczas dotychczasowych pobytów w Kampanii ten cichy język towarzyszył mi na każdym kroku, na targu, w rozmowach z sąsiadami, przy każdej krótkiej wymianie zdań przy barze. Od października będę mieszkać w Pozzuoli i jestem ciekaw, jak dobrze te gesty oswobodzą mi się w codziennym życiu. Kto naprawdę chce zrozumieć Włochy, nie może ominąć tego języka, opowiada on bowiem więcej o greckiej retoryce, rzymskiej sztuce wymowy, wiekowym rozdrobnieniu politycznym i neapolitańskiej codzienności, niż zdołałaby kiedykolwiek opowiedzieć większość kursów językowych.

W kolejnych częściach cyklu omówione zostanie dziesięć najbardziej znanych włoskich gestów ze wszystkimi szczegółami, neapolitańskie osobliwości, które wprawiają w zakłopotanie nawet w północnych Włoszech, znaki, których lepiej nigdy nie używać, jeśli nie chce się nikogo urazić, oraz wreszcie te filmowe momenty, w których jeden ruch dłoni dźwiga całą scenę.

Udostępnij:

Czy ten artykuł się spodobał?

W takim razie warto otrzymywać najnowsze artykuły o życiu we Włoszech prosto do skrzynki w każdą niedzielę.


To również może zainteresować